Niedziela 30/08/2026
81 min
Mieszkańcy spokojnej podmiejskiej uliczki Pebbles Court otrzymują darmowe próbki rewolucyjnego suplementu diety. Nie wiedzą, że są królikami doświadczalnymi koncernu Vimuville, a preparat ma pewne skutki uboczne: halucynacje, wydzieliny gruczołowe i… tytułowe stopnienie ciała.
„Body Melt” (1993) to jedyny pełnometrażowy film Philipa Brophy’ego, który wszedł do kina, zostawił po sobie trzy beczki sztucznej flegmy (dosłownie: ekipa od efektów zużyła ich dokładnie tyle) i odszedł w chwale. Jego jedyne dziecko to pozycja obowiązkowa w kanonie ozploitation i australijska odpowiedź na wczesnego Cronenberga: body horror skrzyżowany ze zjadliwą satyrą na kult zdrowia, fitness i przedmieścia, gdzie ludzie połkną wszystko, co dostaną za darmo. Praktyczne efekty Boba McCarrona to festiwal groteski – gigantyczne języki, macki wypełzające z szyi i eksplodujące ciała.
Osobnym poziomem perwersji jest casting: Brophy obsadził film gwiazdami australijskich oper mydlanych, z Ianem Smithem – czyli poczciwym Haroldem z „Sąsiadów” – w roli szalonego doktora na czele. Dla milionów widzów wychowanych na tamtejszych telenowelach to doświadczenie z pogranicza świętokradztwa: trochę jakby Elżunia z „Klanu” nagle zaczęła hodować mutanty w piwnicy. czytaj więcej
„Body Melt” (1993) to jedyny pełnometrażowy film Philipa Brophy’ego, który wszedł do kina, zostawił po sobie trzy beczki sztucznej flegmy (dosłownie: ekipa od efektów zużyła ich dokładnie tyle) i odszedł w chwale. Jego jedyne dziecko to pozycja obowiązkowa w kanonie ozploitation i australijska odpowiedź na wczesnego Cronenberga: body horror skrzyżowany ze zjadliwą satyrą na kult zdrowia, fitness i przedmieścia, gdzie ludzie połkną wszystko, co dostaną za darmo. Praktyczne efekty Boba McCarrona to festiwal groteski – gigantyczne języki, macki wypełzające z szyi i eksplodujące ciała.
Osobnym poziomem perwersji jest casting: Brophy obsadził film gwiazdami australijskich oper mydlanych, z Ianem Smithem – czyli poczciwym Haroldem z „Sąsiadów” – w roli szalonego doktora na czele. Dla milionów widzów wychowanych na tamtejszych telenowelach to doświadczenie z pogranicza świętokradztwa: trochę jakby Elżunia z „Klanu” nagle zaczęła hodować mutanty w piwnicy. czytaj więcej
Romans | Dramat psychologiczny | 106 min
Na dnie jeziora jest dziura. To z niej pochodzą filmy.
„Miłość, śmierć i dojrzewanie na Obozie Miasma”, rewelacja festiwalu w Cannes i najnowszy film w dorobku Jane Shoenbrun („W blasku ekranu”), otworzy dziewiątą edycję Octopus Film Festival! Będzie to oficjalna polska premiera filmu.
Młoda, utalentowana reżyserka Kris (Hannah Einbinder) dostaje od studia filmowego szansę życia – ma nakręcić remake kultowej serii horrorów „Camp Miasma”, która cieszyła się ogromną popularnością w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Aby znaleźć inspirację, udaje się na spotkanie z Billy (Gillian Anderson), która grała główną rolę w pierwowzorze projektu. Wizyta u aktorki szybko przeradza się w coś więcej niż zwykły wywiad.
„Teenage Sex and Death at Camp Miasma” szturmem zdobyła serca widzów i krytyków na festiwalu w Cannes (100% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes) i jest jednym z najbardziej oczekiwanych filmów nadchodzących wakacji.
Przygotujcie się na Małą Śmierć. czytaj więcej
„Miłość, śmierć i dojrzewanie na Obozie Miasma”, rewelacja festiwalu w Cannes i najnowszy film w dorobku Jane Shoenbrun („W blasku ekranu”), otworzy dziewiątą edycję Octopus Film Festival! Będzie to oficjalna polska premiera filmu.
Młoda, utalentowana reżyserka Kris (Hannah Einbinder) dostaje od studia filmowego szansę życia – ma nakręcić remake kultowej serii horrorów „Camp Miasma”, która cieszyła się ogromną popularnością w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Aby znaleźć inspirację, udaje się na spotkanie z Billy (Gillian Anderson), która grała główną rolę w pierwowzorze projektu. Wizyta u aktorki szybko przeradza się w coś więcej niż zwykły wywiad.
„Teenage Sex and Death at Camp Miasma” szturmem zdobyła serca widzów i krytyków na festiwalu w Cannes (100% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes) i jest jednym z najbardziej oczekiwanych filmów nadchodzących wakacji.
Przygotujcie się na Małą Śmierć. czytaj więcej
103 min
Fabuła „Motor City” jest prostsza niż motywacja Johna Wicka. Jesteśmy w Detroit lat siedemdziesiątych. Mężczyzna zakochuje się w dziewczynie lokalnego gangstera; zbir wrabia głównego bohatera w handel narkotykami, a ten postanawia uciec z więzienia i się zemścić.
Oryginalność „Motor City” wynika przede wszystkim z formuły, w którą Potsy Ponciroli ubiera tę opowieść. Nie jest bowiem przesadą stwierdzenie, że w jego filmie pada więcej trupów niż słów – bohaterowie filmu w ogóle ze sobą nie rozmawiają, a za narzędzia komunikacji służą im miny i gesty. W tle słyszymy soundtrack marzeń – między innymi utwory Dawida Bowiego, Donny Summer i Fleetwood Mac – a na ekranie oglądamy malowniczą masakrę zamkniętą w realiach miasta motoryzacji i muzyki lat siedemdziesiątych.
W efekcie „Motor City” to kino atrakcji w najczystszej formie – przecudowny, półtoragodzinny teledysk, w którym znany z roli Jacka Reachera Alan Ritchson czuje się jak ryba w wodzie, a widownia nie może przestać się uśmiechać. [Grzegorz Fortuna] czytaj więcej
Oryginalność „Motor City” wynika przede wszystkim z formuły, w którą Potsy Ponciroli ubiera tę opowieść. Nie jest bowiem przesadą stwierdzenie, że w jego filmie pada więcej trupów niż słów – bohaterowie filmu w ogóle ze sobą nie rozmawiają, a za narzędzia komunikacji służą im miny i gesty. W tle słyszymy soundtrack marzeń – między innymi utwory Dawida Bowiego, Donny Summer i Fleetwood Mac – a na ekranie oglądamy malowniczą masakrę zamkniętą w realiach miasta motoryzacji i muzyki lat siedemdziesiątych.
W efekcie „Motor City” to kino atrakcji w najczystszej formie – przecudowny, półtoragodzinny teledysk, w którym znany z roli Jacka Reachera Alan Ritchson czuje się jak ryba w wodzie, a widownia nie może przestać się uśmiechać. [Grzegorz Fortuna] czytaj więcej